Wiosenny kwartał otworzyło wspaniałe przyjęcie z okazji moich urodzin. Potem, wraz z rodzicami, ruszyłam na najprzeróżniejsze wiosenne wyprawy. Na warszawską starówkę, do empiku, gdzie pierwszy raz w życiu jadłam lody, do Łazienek, do dziadków pod Warszawę, do wujka Kiśla aż pod Żyrardów, gdzie jeździłam prawdziwym traktorem i w wiele innych ciekawych miejsc. To wszystko przeplatały wesołe zabawy w domu z moją
młodszą siostrą. I tak nadszedł maj...
Maj jest ulubionym miesiącem moich rodziców, zatem właśnie wtedy zaplanowaliśmy nasze pierwsze w tym roku wakacje. Kilka dni wcześniej mama zdała egzamin specjalizacyjny (na cztery i pół, za pierwszym podejściem!
:-)), zatem w zupełnej beztrosce wybraliśmy się na Warmię. Trafiliśmy do wspaniałego miejsca, gdzie poznałam wszystkie te zwierzątka, które do tej pory znałam tylko z książeczek. Codziennie wybierałam sobie, czy chcę pić mleko od kózki czy od krówki. Każdego ranka chodziłam na obchód całego gospodarstwa, karmiłam kurki i zbierałam zniesione przez nie jajka, pilnowałam aby kózki zawsze miały świeże sianko oraz doglądałam świnek. Poza tym cały czas bawiłam się z psem o śmiesznym imieniu Kryzys i z trzema małymi kotkami. Oczywiście nie zabrakło także spacerów i zwiedzania okolicy. Widziałam wspaniały zamek w Lidzbarku Warmińskim. Długo szukałam w nim królewny, dopiero tatuś powiedział mi żebym spojrzała w lustro...
:-)Niestety wakacje nasze musieliśmy skrócić o trzy dni, bo w międzyczasie zmarła moja kochana prababcia.
:-( Rodzice pojechali więc na pogrzeb, a ja w tym czasie czekałam na nich u dziadków.