W ostatnim kwartale ani wiele nie urosłam, ani wiele nie zmieniłam się na buzi. Natomiast wykonałam ogromny skok jeśli chodzi o rozwój intelektualny. Komunikuję się już zupełnie swobodnie całymi zdaniami, pamiętam zdarzenia z poprzednich dni i umiem o nich opowiadać, robię siusiu do toalety (zazwyczaj... :-)), nie tylko rozpoznaję wszystkie literki, ale nawet umiem przeczytać kilka najprostrzych wyrazów (ale tylko wtedy gdy są napisane literkami drukowanymi), liczę do trzech i umiem w tym zakresie dodawać, rozpoznaję figury geometryczne, a także umiem nazywać kwiaty, zwierzęta, przedmioty i kolory. Jeśli chodzi o te ostatnie, to rozpoznaję ich więcej niż tata... :-)
Oprócz tych niewątpliwych sukcesów mam też kilka niewielkich porażek. Boleśnie przeżywam bunt dwulatka - takich awantur o byle co jak ja, to nikt nie umie zrobić. :-) Nie udało mi się też pozbyć smoczka, choć od kilku miesięcy używam go już tylko do snu. Ponadto nadal wychodząc na spacerek lub idąc spać muszę zakładać pieluszkę. No i wciąż nie mam Nobla... :-)
Te trzy miesiące były nadzwyczaj udane. Przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia i same święta przebiegły w cudownej i rodzinnej atmosferze. Na rodzinnej wigilii wytrzymałam prawie do drugiej w nocy. Dostałam górę prezentów, które rozpakowywałam jeszcze przez dwa dni. :-) W nowym roku przyszła prawdziwa zima. Tata wygrzebał z piwnicy sanki, które swego czasu służyły jeszcze jemu i cioci Ani. Dzięki temu mogłam w pełni rozkoszować się urokami śniegu, co widać na zdjęciach poniżej. W większości jednak czas spędzałam w domu lub u dziadków bawiąc się wesoło.